wyprawa w gory

Witam

Dzis moj ostatni egzamin i myslami jestem SZUsujac w gorach :)
Do tej pory bylem kilka razy w zakopanem i trzeba w koncu odwiedzic inne
tereny i tu mam zapytanie do szanownych grupowiczow.
Gdzie warto pojechac ?



Wczoraj wróciłem z Krynicy. Jeżdziłem na nartach na Jaworzynie Krynickiej.
Było na prawde super. !!
- wazne by byl tani nocleg (w granicach 15 zl z wypasem, typu prysznic,
kuchnia ...)



Noclegi od ok 30zł/dobę. Za łazienkę musisz zapłacić ok 40 zł (ja wynająłem
dwuosobowy pokój w pensjonacie Halinówka - 43zł/dobę/osobę, łazienka,
prysznic, kuchnia do dyspozycji, 10 min do deptaku, 6 km do dolnej stacji
kolejki gondolowej na Jaworzynę)
- miejscowosc, gdzie jest kolejkowy wyciag
- duzo knajp, fajnych miejsc do zwiedzenia i najlepiej by miescina nie
swiecila pustkami



Zaczęły się ferie w pięciu województwach, więc na pewno ludzi będzie sporo.
- luksusowy i tani dojazd, gdzie trzeba bedzie



Do wyciągu dojedziesz autobusem z centrum Krynicy.
- blisko przejscie graniczne do slowacji lub czech
W Piwnicznej.
- porzadny stok do zjazdow



Bardzo porządny. 6 tras zjazdowych. Kolej dondolowa, 5 orczyków. Wszytko w
jednym miejscu.
www.krynica.pl/gondola
- dojazd PKP z bstoku (przewiduje 1 przesiadke)



W warszawie przesiadka.

Polecam.


     

  Zakopane

Chcę wybrać się na kilka dni do zakopanego, czy możecie mi polecić jakiś
tani dobry nocleg u jakiegoś "bacy" ....
Interesuje mnie raczej centrum Zakopca ....
Podrowionka
madh



Myślę że możesz spokojnie jechać w ciemno. W Zakopcu ludzie są nastawieni na
turystów i czekają nawet na peronie w godzinach przyjazdu pociągów. Byłem
tam w zeszłym roku i naprawdę było w czym wybierać i musze powiedzieć że w
rozsądnych cenach.

Pozdrawiam


  Zakopane

| Chcę wybrać się na kilka dni do zakopanego, czy możecie mi polecić jakiś
| tani dobry nocleg u jakiegoś "bacy" ....
| Interesuje mnie raczej centrum Zakopca ....
| Podrowionka
| madh

Rzeczywiscie to prawda. Jedziesz w ciemno do Zakopca, a mieszkancy prawie ze
blagaja cie zebys u nich wynaja pokoj.

pozdrawiam
Joasia


  [Polska] Wyjatkowe miejsce na spedzenie wakacji

A drugie miasto, które kocham i dużo czasu tam kiedyś spędzałam to Zakopane. Ten klimat...

Pochodź po grunwaldzkiej i okolicach, tam zawsze były tanie noclegi w domach, coś jakby kwatery. I bliziutko do centrum.



To chyba rzeczywiście lubisz Zakopane a nie góry
Grunwaldzka to, jak dla mnie, zbyt blisko centrum i za głośno... co innego Sobczakówka (z jednej strony), Karłowicza czy końcówka Bulwarów Słowackiego (z drugiej strony centrum)... a do centrum też się da dojść (i miły spacer przy tym wychodzi)

Ja nie lubię tłumu, zgiełku i "przeglądu najnowszej mody trekkingowej" w centrum Zakopanego, śmieszy mnie to, że jak ja wychodzę w góry nad ranem, to ostatni "turyści knajpowi" właśnie wracają z dyskotek No ale co kto lubi

     

  Noclegi
no i tu tez mozna pytac ale tu ceny ponoc od 100 zł. Ale dowiedz sie moze sie pozmieniało - no i daj nam znac :)
http://www.domweselnywenus.eu/


Chyba właściciel z konia spadł wymyślając taką ceną za nocleg w tym Sheratonie. W centrum Zakopanego jest taniej

  Iża "07 - temat dla wybranych :P
To moze ja powiem jak my jechalismy. Z krakowa Autobusem do Zakopanego (placilismy 8 zl) potem bus do Popradu (12 zlotych) z Popradu do Bratyslawy (z tego co pamietam 480 koron, zagraniczni studenci nie maja znizek studenckich) a z Bratyslawy do Komarna niestety nie pamietam, z Komarna do Izy bilet autobusowy kosztuje 7 koron ale my i tak czesciej jezdzilismy stopem. to jest chyba najtanszy sposob dostania sie do Izy. Ponad to polecam zatrzymanie sie na jeden dzien w Bratyslawie, bardzo ladne miasto (stare centrum oczywiscie). Jakby ktos chcial to moge polecic tani nocleg 3 przystanki tramwajowe od centrum.

  OŚRODEK WCZASOWY U KAZIKA w ORAWCE kolo ZAKOPANEGO
witam wszystkich ostatnio wybralem sie na weekend w gory no i chcialem ostrec wszystkich przed pewnym panem wlascicielem domu wczasowego
ponizej link
http://www.ukazika.orawka.pl/start.html
facet pisze ze ma przystosowane ,ze ma dobre warunki dla osob na wozkach no niestety po dojechaniu na miejsce wielkie rozczarowanie pierwsze to prysznic kibelek i umywalka dzrzwi tak waziutkie ze na aktywnym wozeczku nie da rady wjechac a zero uchwytow nie wspomne ze zwykly wysoki brodzik bez jakiegokolwiek siedziska zainteresowanym fotkina email jak to wyglada cena jak na tamte okolice tez raczej wygorowana drugi dzien to juz zakopane dostalismy duzo tanszy nocleg i to kilometr od krupowek praktycznie centrum wszystkie piec pokoji bez progow duze przestronne pokoje niestety lazienka podobnie jak u kazika ale tu facet nas ostrzegl ze niestety lazienka taka a nie inna kuchnia w pelni wyposarzona i dostepna dla wozkowicza nie wspomne o sali z tv 15programow i kominek do dyspozycji no i cena milo nas zaskoczyla 20Zl od osoby oczywiscie wjazd na gubalowke kolejka linowa takze bez problemu dla tetrusa a jezeli byl by problem panowie przy bramkach biletowych chetnie pomoga niestety zabraklo czasu na zwiedzsenie morskiego oka ale z tego co wiem tez nie ma problemu z wiechaniem
i tak na koniec jeszcze raz ostrzezenie uwagana pana kazika sprawdzilem to osobiscie
dodam jeszcze ze byl to wypad 4 osoby na wozkach i szesciu chodziakow taka mala wycieczka ciezko bylo cos znajsc dla tylu osob cos przystosowango i w miare taniego ale sie udalo

  Tatry, 3 - 11 lipca
To będzie dziwny post, ale jestem zdesperowany.

W w/w terminie jestem w Tatrach. Niestety, jak sie okazało, od 5 lipca będę tam sam. Smutno samemu w górach a na dodatek pewnie nie dostane pokoju, jak nie znajdę sobie towarzyszki lub towarzysza do wspólnego spania. Dlatego serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych.

Noclegi tu:
http://www.noclegi.zakopaneonline.pl/?action=obiekt&id=382
w cenie 20zł za noc. Jak ktos się nie orientuje to informuję - to jest bardzo tanio Niestety nocleg w Zakopane Olcza (dośc daleko od centrum).

Będę trenował buty i rower. Planuję zaliczyć maraton w Zakopcu ( http://www.bikemaraton.pl/index.php?action=07&id=info ). Zapraszam i tych co chcieliby ze mną ponapierać i tych, którzy chcieliby tylko otworzyć wieczorem do kogoś gębę, bo mają własne plany na napieranie.

Kontakt ze mną telefoniczny:
509 854 273
(na necie z wiadomych przyczyn siedzieć nie będę)

Damian Gruszecki

  Powitanie
Ja jestem jak najbardziej za tym aby gdzieś pojechać!!! Co prawda nie jestem już na dziennych, ale ża pół roku wytrzymywania z Wami należy mi się też możliwość wyjazdu No i Zakopane może być. Mam jeden namiar na tanie noclegi. W centrum Zakopca (15 minut do Krupówek, 10 minut do skoczni) jest pensjonat gdzie doba kosztuje 25 zł. Z góry uprzedzam, że tam nie ma nie wiem jak bajeranckich warunków, ale jest w miare ok. Łazienki są na korytarzach. Przed pensjonatem można tam jakiegoś grilla zrobić. Co do ogniska to nie wiem. Może gdyby jechała większa grupa to możnaby powalczyć o zmniejszenie ceny. To jest propozycja z mojej strony. W Zakopcu jest fajnie. Fajne knajpy i w ogóle klimat jest !!! Nie wiem jak tam z majowym długim weekendem, ale w marcowe weekendy są miejsca wolne!!!

  Morskie Oko - 1935
Czy ktoś może zna ceny innych produktów wtedy aby można było porównać jak się to ma do dzisiejszych cen przejazdu?

Przejazd od dworca do centrum Zakopanego: 0,60 - 1,00 K
Nocleg w hotelu: z grubsza od 2 do 10 K
Ale już w "pensjonacie" (chyba należy przez to rozumieć coś w rodzaju sanatorium): 8-14 K
Tani obiad: 1 K
Taksa klimatyczna: 2 K za tydzień
Przejazd torem saneczkowym: 0,40 - 2 K
(ww. ceny dotyczą Zakopanego)
Przewodnik Świerza: 2,80 K
Mapy Tatr: z grubsza 2-3 K

  Pensjonat "Smreczek"

Hotel Kraków. Tanie noclegi blisko centrum. Wygodny hotel w =
Krakowie dla całej rodziny. Wakacyjny nocleg w Krakowie na każdą
kieszeń dla studentów i pielgrzymów. Wysoki standard konkurencyjne ceny. Atrakcje turystyczne: Rynek główny Kazimierz Zakopane
Wieliczka Wadowice

  Apartamenty w Krakowie - alternatywa dla drogich hoteli.
Witam Wszystkich, którzy planują wizytę w Krakowie zapraszam do odwiedzenia strony: Tanie noclegi w Krakowie
Znajdziecie na niej ofertę apartamentów zlokalizowanych w centrum Krakowa będących doskonałą alternatywą dla drogich i ciasnych pokoi hotelowych. Nasze apartamenty to samodzielne wpełni wyposażone mieszkania zlokalizowane w pobliżu największych atrakcji turystycznych Krakowa.
W najbliższych dniach nasza strona zmieni szatę graficzną. Pojawią się na niej oferty wycieczek do Oświęcimia, Wieliczki, Zakopanego, Częochowy i na Spływ Dunajcem. Pojawi się również możliwość zarezerwowania transportu. Zapraszamy.

  Zakopane
Chcę wybrać się na kilka dni do zakopanego, czy możecie mi polecić jakiś
tani dobry nocleg u jakiegoś "bacy" ....
Interesuje mnie raczej centrum Zakopca ....
Podrowionka
madh

  Tani hotel/schronisko w centrum Krakowa
W Zakopanem na ulicy Żeromskiego, blisko do centrum, na skocznie i pętle gdzie odjeżdzaj ą busy. Każdy dom to tanie noclegi. Zawsze jadę tam w ciemno i mam wolne miejsce. Ostatnio płaciłem tam 20zł. od osoby.

  Czego Wam brakuje konsumenci ?
Ciekawi mnie Wasza opinia na temat usług i handlu w Wadowicach. Czego brakuje w tym mieście ? Jaki towar jest deficytowy ? Za czym trzeba się naprawde uchodzić żeby to dostać ? ?

To samo pytanie kieruje w sektor usług. Jakiej usługi brakuje w waszym konsumenckim życiu ? Na myśli mam oferty gastronomiczne, puby, sklepy itp ? ? Chce przeprowadzić takie małe badanie. Pozdrawiam i z góry dziękuje za odpowiedzi.



Noclegi, uważam że Wadowice mogą być bazą noclegową jak wiele innych miast, miejscowości pod górami, na szlakach, na tranzycie. Z Wadowic można zwiedzać i Oświęcim, rubieże Śląska, może Kalwarię Zebrzydowską, Dolinę Karpia, sam Kraków tak drogie tam nolegi, wreszcie dwa pasma górskie - Beskid Mały i Makowski. Zatem gdzie np kwatery prywatne, tanie pokoje z łazienkami blisko centrum, albo pod lasem Dom Turysty, schronisko PTSM, Chatka Studencka gdzieś pod lasem na końcu wiosek, gdzie jakieś komercyjne schroniska gdzie można terenówą dojechać, zjeść pieczonego byczka 1200 kg z rożna w całości, poszaleć na pogórzu które nie jest tak chronione jak same góry, Leskowiec.

Rekreacja niejedno ma imię, czemu myśląc turystyka macie na myśli dwa budynki w Wadowicach? Ja wcale o nich nie myślę, przyszłość należy do rekreacji, nowych rozrywek, Paitball itd

Ciągle się dziwię już od zawsze czemu Wadowice nie idą w stronę przykładu Zakopanego, Krakowa, Ustronia, Wisły, Żywca itd. Turystyka ma przyszłość, a nie parszywa jakaś śmierdząca kolejna fabryka, która po paru latach padnie na 99% zostawiając strukturalne bezrobocie przyzwyczajonych do niej setek ludzi. Poza tym w powiecie wadowickim ostro się chleje, więc każdy modny pub, kultowa GS-owska mordownia stylizowana na lata 50-60-70-te, może sklep z dobrymi, markowymi, albo osobliwymi TANIMI alkoholami będzie HITEM. Ponoć tu najwięcej w kraju jeździ pijanych kierowców... może alkomaty, alkotesty pójdą... jak ciepłe bułeczki.

  zakopane
witam szukam namiaru na nocleg dla 2 osob w tej miejscowosci:) najlepiej jakis sprawdzony przez was:) w miare tanio i jakies ludzkie warunki i w miare blisko do centrum. z gory dzieki za info

  Na światłach mijania przez cały rok
Kolego transport kolejowy czy to pasazerski czy to towarowy jest najbardziej przyszlosciowym, szczegolnie na dalekich odleglosciach. Rozwoj pasazerskiego kolejowego, szybkich polaczen kolejowych z predkosciami dochodzacymi do ok. 300km/h i wiecej jest ogromny. Takze rozwija sie transport towarowy kolejowy, a coraz bardziej transport kombinowany - intermodalny i bimodalny.

Przyszlosc jest taka ze na duzych odleglosciach transportu towarowego - kolej. Na krotkich odleglosciach - samochody.
W przypadku przewozow pasazerskich - na duzych odleglosciach kolej, na malych samochod i sprawne systemy komunikacji miejskiej. Z tym ze samochod z czasem to bedzie hobby i rekreacja - co w wcale mi nie przeszkadza Nie bedzie szkoda, ze sie niszczy

Kilka prostych argumentow ktore stawiaja kolejom przewage na transportem drogowym to:
- duzo mniejesza zajetosc obszarow pod linie kolejowe niz pod autostrade - kilkukrotnie weziej.
- z powyzszego wynika duzo nizszy koszt inwestycji w linie kolejowe, anizeli w autostrady
- eksploatacja linii kolejowych jest tansza niz obsluga autostrad
- kolej jezdzi duzo szybciej - szybkie przewozy pasazerskie powyzej 200km/h, a dochodza do 300km/h na niektorych odcinkach. Rekdord to ponad 500km/h !!!
transport kolejowy w Europie jezdzi ze srednia predkoscia ok. 120km/h. Transport samochodowy uwzgledniac postoje na noclegi, tankowania, brak mozliwosci poruszania sie w weekendy i swieta jest duzo wolniejszy. Z reszta srednia predkosc ciezarowek nie przekracza 70km/h.
- kolej jest najbezpieczniejszym srodkiem komunikacji. Pozniej lotnictwo. A najbardziej niebezpieczny jest transport drogowy - najwiecej ofiar i zabitych w przeliczeniu procentowym.
- kolej jezdzi na prad, jesli ten pochodzi z ekologicznych paliw, to kolej jest najekologiczniejsza. Halas emitowany przez nowoczesne linie kolejowe tez jest bodaj nizszy niz przez autostrady.
- coraz drozsze paliwa, drozsze oplaty za winety i inne - czyli za eksploatacje drog, ograniczenia czasow pracy kierowcow, ograniczenia w poruszaniu sie, oplaty ubezpieczeniowe (duzwo wyzsze bo ryzyko wypadku duzo wieksze), koszty eksploatacji stawiaja samochody ciezarowe w duzo gorszym polozeniu niz kolej.

Transport kolejowy przewozow pasazerskich rozwija sie ogromnie. Ale rozwija sie tez coraz bardziej transport kolejowy na dluzszych odcinkach i przynosi spore zyski, tymbardziej ze otworzyly sie rynki zagraniczne dla przedsiebiorstw transportowych kolejowy, tymbardziej ze wprowadza sie wspolne systemy technologiczne i normowe w ruchu kolejowym (tak jak ma to miejsce w ruchu morskim i lotniczym), ktorym ty jako elementowi unifikacji oczywiscie jestes przeciwny . W tym caly czas rozwija sie transport intermodalny, bimodalny. Powstaja coraz nowsze ciekawe i atrakcyjniejsze systemy. Oczywiscie w Polsce jestesmy o jakies 20 lat do tylu. W Polsce jest ogrom inwestycji do wykonania, zeby o czymkolwiek dyskutowac czy porownywac sytuacji Polski z sytuacja europejska czy swiatowa. Ale IC z Krakow-Centralny do Warszawy-Centralnej jedzie 2:34. Nie jestes samochodem pokonac tej odleglosci w tym czasie, nawet nie przestrzegajac przepisow. A ta linia ma byc modernizowana i wprowadzona na niej szybka kolej i to bedzie sukcesywna jedna z najblizszych duzych inwestycji kolejowych w Polsce. Podroz do Warszawy mozliwa do osiagniecia to ok. 1 godzina. Oczywiscie nie oplaca sie jechac z Nowego Targu czy Rabki do Krakowa pociagiem, bo istniejaca linia kolejowa jest bardzo stara i idzie okrezna droga, wiec to bez sensu co podales. Ale juz pare lat temu pojawil sie plan szybkiej koleji Krakow-Centrum - Zakopane. Czas przejazdu ponizej 1 godziny... Ale w dniu dzisiejszym dojezdzajac do Krakowa autobusem (ten sam czas przejazdu co samochodem) lub samochodem i zostawiajac go na parkingu i potem IC czy Expressem do Warszawy - to jestesmy duzo szybciej, wygodniej, bezpieczniej i taniej i to juz dzis kiedy ta linia kolejowa jest bardzo nienowoczesna w porownaniu do zachodniej europy...

OK pogadamy za 20-40 lat i zobaczymy kto mial racje

====

A co do Rabki to przynajmniej wam kolejnego Kosciola nie buduja, jak u nas...

Swoja droga u nas inwestycje sa bezsensownie pomyslane. Najpierw ludziom pozwala sie budowac domy na jakis zadupiach bez dojazdu, bez kanalizacji, a dopiero pozniej doprowadza im sie odpowiednie media, drogi i to w dodatku pozniej jest to o wiele bardziej uciazliwe i drozsze do wykonania. Czemu nikt nie zrobi tak jak w USA - najpierw zrobic ulice i media, a potem pozwolic na inwestycje. Duzo prosciej. No ale najpierw trzeba w ogole opracowac strategie rozwoju i wykonac plany zagospodarowan przestrzennych w 100% - na razie jest to okolo 10%, zeby bylo w miare przejrzyscie i latwiej dla wszelkich inwestycji.

A tutejsi mieszkancy to osobna ciekawostka - sami narzekaja ze sie nic nie dzieje, ale nie prowadza zadnych inwestycji, nawet jesli posiadaja kapital, albo mogliby zamienic jakies bezuzytyczne nieruchomosci na ten kapital. To nie, nic nie robia. Ale jak przyjezdzaja ludzie z zewnatrz z kasa, idea, pomyslem to ich siekierami chca pozabijac... Ale taka to juz mentalnosc... powoli sie to kiedys zmieni mysle...

  W Tatrach idzie ku dobremu...?
Wybacz stary, ale piszesz bzdury.

> stać się konkurencyjnym dla innych ośrodkiem narciarskim.

Innych to znaczy kogo?

> Na tydzień lub więcej na narty jadą do Zakopanego tylko najbiedniejsi.

Acha. Niemczycki, Starak, Sonik - znasz te nazwiska? To są ci najbiedniejsi.

Czy wiesz kto jest właścicielem piętnowanego (skądinąd słusznie) przez Ciebie hotelu Litwor i przy okazji Belvedere?

> bo jak sobie porównają ceny na Słowacji i u nas to pojadą dalej te kilkadziesiąt kilometrów...

Kiedy ostatnio byłeś na Słowacji? Bo Słowacy już i żywność u nas zaczynają kupować (bo taniej)

A przy okazji Ci powiem, że właśnie Ci biedniejsi jadą na Słowację i obijają ośle łączki w Zubercu lub Habówce, albo co gorsza łapią sie na frajerskie okazje typu nocleg w Namestowie i dowożenie autokarem do wyciągu w okolice Dolnego Kubina (sic!)

> Jak dalej Zakopiańcy będą tak pazerni to im ...

Tak kole w oczy ludzka zaradniość, czy też wypływa na wierzch "równość społeczna" poprzedniej epoki?

Dla Twojej informacji (bo już mnie czasem krew zalewa jak czytam to Twoje zgredzenie na temat pazerności górali):

zaledwie 30% mieszkańców Podhala utrzymuje sie bezpośrednio z turystyki - pensjonaty, wyciągi, gastronomia.

Gros "dużych" inwestycji (czytaj przekrętów) pochodzi z zewnątrz, wymieniałem już hotel Litwor, dalej pensjonat/willa Marillor, czy wiesz kto jest prezesem Geotermii Podhalańskiej (głównego inwestora w zakopiańskim aquaparku)?

Zresztą to pazerni na dutki górale postawili kolejkę na Kasprowy?

Dowiedz się i proszę przestań uszczęśliwiać swoimi dobrymi radami Zakopane i górali - my sobie świetnie bez Ciebie poradzimy.

A co ochrony przyrody i "wygryzionego" przez swoich W.G.B. czy wiesz kto jest wlaścicielem tartaku, ktory przerabiał największe ilości drewna pozyskanego w TPN i czy wiesz jak to drewno było klasyfikowane a jak później sprzedawane? Obecnie zajmowane przez niego stanowisko w TPN zostało utworzone m.in. w celu skatalogowania i udostępnienia zbiorów Paryskich, tymczasem gniją one sobie w piwnicy, a osoba mająca się tym zająć pisze wierszyki o kozickach.

Spytasz dlaczego nikt z tym nic nie zrobi? A nie zrobi, bo Ty i Tobie podobni podniosą wrzask, że ostatniego ideowego ochroniarza pozbawia się głosu z powodu kilku mokrych papierków.

Padła propozycja rozwinięcia narciarstwa na stokach Gubałówki, znowuż jedna rodzina blokuje kilka potencjalnych tras narciarskich. Tak stary, to ten sam ród, którego czlonka TY tak afirmujesz.

Twoje obserwacje i spostrzeżenia sa może i celne, w kilku sprawach sam przyznaję Ci rację, ale niestety operujesz faktami podanymi przez media, które popełniają ten sam błąd co wszyscy - nie chca dostrzec, że Zakopane jest miniaturą naszego pięknego kraju. A jego nieszczęściem jest to, że jest w centrum zainteresowania wszystkich.

pozdrawiam

  wyprawy rowerowe wlodka
Witam-jest lato 2001 rok.dworzec pila adam ,wojtek i ja rozpoczynamy nastepna przygode z rowerem-cel stolica sloweni-lubjana,wegry-balaton,i lyk slowacji.Calonocna podroz do zakopca przebiega dosc sennie,wrecz spokojnie oprocz odcinka krakow-zakopane gdzie 4krotne zmiany kierunku jazdy lokomotywystaja sie upierdliwe dla nas i konduktorow.Ranek w zakopanym powital nas letnim deszczykiem ,ktory za chwile gdzies zniknal.Szybkie pakowanie sakw na rower,odwiedzenie kantoru-dobra cena koronek i heja po przygode na granice,Do lysej polany upierdliwy podjazd i przed granica efektowny zjazd, ktory zaraz sie skonczyl przez korek przed szlabanem.Szybkie formalnosci i dobry den slowacjo.Kierujemy sie na wysokie tatry<naprawde wyzsze niz u nas>zachaczamy o tatrzanska lomnice z pieknymi widokami,na najwyzsze szczyty-gerlach i lomnice.Szybki posilek przy budce z hodogami-cena za parowe w bulce i piwecko 3zeta na nasze-milo i taanio.Po posileniu zjezdzamy w strone popradu,strasznie sie chmurzy,pachnie juz deszczem, a przeciez mamy cala noc za soba w pociagu,wiec szukamy pierwszego na ziemi slowackiej noclegu.Znajdujemy w jakiejs malej wioseczce przytulny hotelik,wygladem z lat 70-tych,fakt jeszcze nieczynny bo jedziemy w 2 polowie czerwca,ale mila obsluga przygotowujaca go do uzytku ,udiela nam gosciny, czestuje herbata z cytryna -telewizja polska tez jest- polsat,podwieczer zostajemy sami ,mamy klucze wychodzimy naprzeciw do baru,fakt lata 70-te w barze ,ale tanie piwecko i ciekawi tubylcy-duzo cyganow.Po powrocie do hoteliku stwierdzamy ze nie ma cieplej wody ,bo "wyszla"ale nic ,dajemy rade w zimnej i lulu-na dzis dosc wrazen.Rano efektowna pobudka -piekne widoki z balkonu na wysokie tatry i piekny wagonik kolejki podtatrzanskiej.Szybkie sniadanie ,i wyjezdzamy przez poprad w strone slowackiego raju.Po drodze mijamy duzo cyganskich przeuroczych dzieci ,ktore po krotkiej rozmowie uswiadamiaja nas ,ze rok szkolny u nich, konczy sie-hm 1 lipca-porazka.Ale tu juz Poprad-UROCZE MIASTECZKO, NA WZOR NASZEGO ZAKOPANEGO-szybkie zwiedzanie,zakupy ,posilek w ciekawym barze-oczywiscie knedliki i w droge na slowacki raj.Slowacki raj nas wita masa turystow-zapelnieniem -zastanawiamy sie i podejmujemy decyzje ,ze na szczegolowe zbadanie tych zakatkow przeznaczymy przyszly rok.Przebijamy sie przez jedyna droge jezdna w tamtej okolicy ,na druga strone tych niemalych gor<daja nam popalic-miejscami prowadzimy>ale uff-juz szczyt i piekny zjazd,do miejscowosci dobsinska lodowa jaskinia.Zwiedzamy, brr chlodno ,potem na dworzec kolejowy -czekamy na rychlik vlak<pociag pospieszny>by zgodnie z planem udac sie ,w podroz do Bratyslawy hlawnej<podjezdzamy koleja,bo niestety czas urlopu krotki-lacznie mamy 14dni> cos o ich kolejach-zatrzymuja sie nawet na malych stacyjkach ,jezdza widokowymi wzniesieniami-tunelami i kazdy sklad ma niejsce na bicykle.Zwiedzamy Bratyslawe-noca bo tak zajechalismy-szukamy szybkiego jedzenia i kierujemy sie na granice z wegrami.Oczywiscie bladzimy w nocy ,dwa razy wyjezdzamy w centrum nad dunajem,ale jakos panie ciekawych nocnych impresji<hm>pomagaja nam wyjechac-spanko na karimatach na lace naddunajskiej tuz przy granicy wegierskiej.cdn-czesc2...

  Wyjazd RPG - poszukiwani chętni
Osoby wymienione zarzekały się, że nie pojadą.

Cóż... kwestia finansowa rzeczywiście widzę, że jest nieco problematyczna, a ja postaram się od razu ją wyjaśnić, jak to już czyniłam w bardziej prywatnych dysputach.

Otóż w koszt (450 zł) dokładnie wchodzą:
1. 7 noclegów, w każdym pokoju łazienka (część pokojów z balkonami, choc to chyba relatywnie mało interesujące)
2. Na każdy dzień pobytu przypadają trzy posiłki, można wybrzydzać, dla osób uczulonych Pani prowadząca pensjonat gotuje osobno, dokłądek można brać w nieskończoność, łącznie z tym, że jak ktoś ma potrzebe to dostanie i trzy kotlety;
3. Ogniska, organizowane niemalże na żądanie uczestników zabawy (z kiełbaskami i innymi smakołykami);

I tu pozwolę sobie poczynić pewną uwagę.
Przeglądając oferty domów wczasowych, pensjonatów i instytucji najmujących pokoje w górach, odkryłam, że sam nocleg w pokoju z łazienką, z dwoma posiłkami kosztuje od 50 do 90 zł.
Tutaj, o ile pojedzie grupa min. 10 osób kosztować to będzie 35 zł za osobę, za pokój z łazienką i 3 posiłki dziennie.
Oferta jest sprawdzona, pozwoliłam sobie spędzić tam na początku maja 5 dni rozglądając się własnie pod kątem tegoż wyjazdu RPGowego.
Wracając do tego, co wchodzi w cenę.

4. Przejazd. Czyli dojazd z Katowic i/ lub Krakowa na miejsce, w którym będzie odbywał się obóz.
Dojazd na własną rękę to wydatek rzędu 25 zł za osobę w jedną stronę.
Jeżeli pojedziemy grupowo, można to załatwić taniej;
5. Drobny upominek, który ma być pamiątką z obozu także kosztuje. Nie będzie to może album pełen fotografii czy ilustracji w stylu bestiariusza, ale jednak będzie;
6. Organizacja sesji, LARPów oraz przewidywanych konkursów i Gry Głównej też pochłania dość znaczące koszta (chociażby materiały biurowe, nie mówiąc już o tym co będzie potrzebne na konkursy).

Ponadto w cenę noclegów samych z siebie wchodzi też korzystanie z dóbr, które oferuje sam ośrodek, takich jak:
- stół ping- pongowy;
- ładny ogród (znakomicie nadający się na prowadzenie LARPa, pełen zakątków...uroczo);
- małe boisko do piłki nożnej i miejsce do gry w koszykówkę (na wolnym powietrzu i nie betonowane, ale zawsze coś).

Atrakcyjna jest także sama lokalizacja:
- Góry na styku Beskidu Śląskiego i Wyspowego;
- blisko do Zakopanego, Rabki, Suchej Beskidzkiej i Białki Tatrzańskiej;
- pół kilometra od pensjonatu las, który jest własnością właścicieli pensjonatu, i który zgodzili się, żebyśmy wykorzystali na LARPa i podchody (też w cenie tych 35 zł za nocleg);
- w pobliżu także kąpielisko, stadnina koni i całkiem nieżle doposażone centrum miasteczka (z licznymi knajpami);
- w okolicy sporo zabytków do zwiedzania, dla tych, których nudziłby plan.

Myślę, że o niczym nie zapomniałam.
Po podliczeniu kosztów (i to bardzo minimalistycznie) wyszło, że 450 zł to minimum, za które da się taki obóz zorganizować, nie mówiąc już o tym, że jedzie 3 organizatorów, którzy za całą imprezę i uganianie się za tym wszystkim nie dostaną nic.
Taka działaność charytatywna...
Częściowo wyjazd ma na celu promowanie sekcji RPG, ale przyznam, że głównm jego celem jest po prostu dobra zabawa i RPGowanie na maksa...

Jeśli ktokolwiek ma jakieś sugestie to jestem na nie jak najbardziej otwarta.

Z pozdrowieniami

  Syndrom Misia Joggi
Syndrom Misia Joggi
Czyli na poważnie o koegzystencji ludzi i niedźwiedzi.

Jest takie przysłowie – „Polak mądr po szkodzie”. Ale jest jego uzupełnienie, że jeśli tak się nie stanie to „Nowe przysłowie Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”. Coś mi się wydaje, że tego możemy oczekiwać w „aferze” z niedźwiadkiem w Chochołowskiej.
Kilka lat temu wielka lawina na Rysach pozbawiła życia ośmiu młodych ludzi z Tychów. Im życia nikt nie zwróci ale cała ta sprawa ma do dziś swoje pozytywne skutki – wycieczki szkolne nie wybierają tak ekstremalnych celów a organizatorzy wycieczek szkolnych dostali stracha i pokornie wynajmują przewodników.

Dobrze by było aby sprawa zabicia niedźwiadka w dolinie Chochołowskiej miała również pozytywne zakończenie tzn. wyciągnięcie odpowiednich wniosków dla organizacji ruchu turystycznego.

Samo zdarzenie z 22 października jest aktualnie w rękach prokuratora i policji i zapewne będzie miało swój finał w Sądzie. Oskarżenie, jeśli zostanie podjęte, będzie publiczne a TPN już zapowiedział, że wystąpi jako oskarżyciel posiłkowy. Sprawa będzie zapewne wytoczona przed Sądem Rejonowym a w razie niezadowolenia z wyroku stronom będzie przysługiwała droga odwoławcza.

Wyrok zapewne niektórzy uznają za sprawiedliwy a inni wręcz odwrotnie, dla mnie to sprawa w tej chwili raczej mniej ważna. Ważnym natomiast dla mnie jest czy w obydwóch Parkach, polskim i słowackim rozwiązano w sposób właściwy problem koegzystencji olbrzymiej ilości turystów z niebezpiecznym dzikim zwierzęciem jakim jest niedźwiedź bo to jest właśnie clou tego zagadnienia czy po szkodzie nadal będziemy głupi czy też zmądrzejemy.

Stosunkowo niedawno temu, bo 23 września 2007 roku ukazała się taka notka w Gazecie Wyborczej - http://wiadomosci.gazeta....6.html?skad=rss

Pozwalam sobie zacytować:

Amerykańscy leśnicy z Parku Narodowego Gór Skalistych pomogą chronić niedźwiedzie w polskiej i słowackiej części Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Park Narodowy Gór Skalistych w stanie Kolorado, w którym dziko żyją grizzly, jest niewiele większy od obu części Tatr - polskiej i słowackiej. Polscy i słowaccy leśnicy postanowili poznać metody ochrony przyrody w Górach Skalistych i podpisali z Amerykanami porozumienie o współpracy.

- Szczególnie zależy nam na poznaniu amerykańskich doświadczeń dotyczących ochrony niedźwiedzi, które coraz częściej w poszukiwaniu żywności wychodzą na szlaki i podchodzą pod ludzkie siedliska -mówi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. - Amerykanie mają nam pomóc rozwiązać problem tzw. synantropizacji niedźwiedzi. Synantropizacja oznacza zatracenie przez zwierzę cech dzikości. W Stanach Zjednoczonych turystów odwiedzających parki narodowe obowiązują rygorystyczne przepisy, np. żywność można wnosić tylko w hermetycznych pojemnikach, by zapachy nie wabiły zwierząt. Jeśli odwiedzających park jest dużo, wprowadza się dzienne limity wejść. Wszystko po to, by niepotrzebnie nie niepokoić dzikich zwierząt.

W Polsce w ostatnich latach brunatne niedźwiedzie pojawiają się wśród wycieczkowiczów na zatłoczonej drodze do Morskiego Oka. Wyczuwając jedzenie, włamywały się też do samochodów pozostawionych przez turystów.

Na Słowacji na początku czerwca pojawił się nawet pomysł odstrzału 400 drapieżników. Zaprotestowali wtedy polscy leśnicy.

W Polsce niedźwiedzie są pod całkowitą ochroną. W naszej części Tatr jest ich kilkanaście, około 50 w Bieszczadach, a w całej Polsce prawie sto. Tym z TPN leśnicy zakładają obroże telemetryczne, dzięki którym mogą śledzić każdy ich krok. Ogrodzili też schroniska elektrycznymi pastuchami.

Chcemy, by niedźwiedzie w Tatrach znów zaczęły żyć zgodnie ze swoją naturą i mamy nadzieję, że nam i Słowakom pomogą w tym amerykańscy leśnicy - mówi Skawiński.

To chyba w oparciu o ten materiał ukazał się post jednego z użytkowników w wiadomej dyskusji po incydencie z dnia 22.10.07:

Tatrzańskie parki polski i słowacki podpisały umowę z Parkiem Narodowym Gór Skalistych (ten ostatni pod względem powierzchni jest porównywalny z naszymi parkami). Właśnie amerykańscy leśnicy mają pomóc Polakom w rozwiązaniu problemu synatropizacji niedźwiedzi. Pierwsza rzecz na jaką zwrócili uwagę naszym parkowcom to dokarmianie dzikich zwierząt. W USA w kilku parkach za nakarmienie np.niedźwiedzia płaci się kary do kilku tysięcy dolarów. Kary są egzekwowane. Druga rzecz. Na teren parku można wnosić żywnośc tylko w hermerycznie zamkniętym opakowaniu. Zwierzęta nie mogą czuć zapachu jedzenia. Trzecia uwaga dotyczyła natężenia ruchu turystycznego. Ograniczenie wejść do parku i wprowadzenie limitu dziennych wejść. Czwarty punkt to karanie turystów za przekroczenie bariery szlaku.
Amerykańskie parki mają dobrze oznakowane miejsca, gdzie występują niedźwiedzie. Człowiek wchodzi tam na własne ryzyko. Agresywne misie są monitorowane. W razie powtarzających się ataków na ludzi wywożone w inne miejsca. Jeżeli mimo tego ataki powtórzą się to taki osobnik jest eliminowany ale w humanitarny sposób.

Jak widać z powyższego propozycje amerykańskich leśników sprowadzają się do:
1. Zlikwidowanie dokarmiania niedźwiedzi – sensu stricto jak i pośrednio przez otwarte śmietniki, śmiecenie na szlakach,
2. Wnoszenie żywności na teren parków tylko w hermetycznych opakowaniach (pojemnikach),
3. Ograniczenie ilości turystów do parku i wprowadzenie limitu dziennych wejść
4. Zakaz wychodzenia poza szlaki oznakowane.
5. Drastycznie wysokie kary (np. równoważnik ok. 5 tys. $ za przewinienia określone wyżej.

Ad.1. Hermetyzacja pojemników na odpadki przy schroniskach jest możliwa do wyegzekwowania, m.in. przy pomocy drastycznych kar nakładanych przez TPN w przypadku stwierdzenia niedociągnięć, natomiast wyeliminowanie „śmieciarzy” wśród turystów na pewno jest niemożliwe przy pomocy apeli, tabliczek itp. Potrzebne są wysokie kary i odpowiednio wielka liczba strażników (polskich odpowiedników amerykańskich rangersów) umiejących i chcących te kary stosować i odpowiednie służby prawne w parkach aby te kary egzekwować.(nawet policji nie wolno pobierać kwoty kary bezpośrednio)
Ad.2. Rewizja osobista na wejściach?
Ad.3. Próbował takie propozycje wprowadzić Wojciech Gąsienica Byrcyn – reakcja – wrzask władz terenowych Zakopanego i okolicznych gmin. Nie sądzę też aby podpisało się pod tym zbyt wielu użytkowników tego forum.
Ad.4. Tylko się roześmiać – właśnie nie tak dawno TPN to wielce zliberalizował a ponoć i TANAP nad taką liberalizacją rozmyśla.
Ad.5. W Stanach Zjednoczonych są rzędu 5000 $ czyli ok. 13500 PLN. Co Państwo na to? No i jak się ustrzec oczywistych prób korumpowania strażników? Powołać TBA (Tatrzańskie Biuro Antykorupcyjne)?

Ktoś może powiedzieć, że to jakieś nieporozumienie lub przekłamanie - może więc warto zapoznać się trochę z tym jak to wygląda w amerykańskich parkach narodowych. Najlepiej na przykładzie najbardziej znanego parku czyli Yellowstone skądinąd doskonale znanego każdemu prawie Polakowi z dobranocek telewizyjnych o Misiu Joggi, który wraz z Misiem Uszatkiem „odpowiada” na dość pokrętny stosunek Polaków do „kochanych Misi”, stosunek, przy którym zapominamy, że jest to groźne dzikie zwierzę a nie kreskówka lub pluszaczek.

Na wstępie parę słów o Parku Yellowstone i w porównaniu z TPN i TANAP. Yellowstone to jak wiadomo najstarszy park narodowy na świecie (1872 r.) o powierzchni 8980 km2 i rocznej ilości turystów ok. 3 milionów osób. TPN to 212 km2, TANAP – 769 km2 czyli razem 981 km2 a ilość turystów wg. różnych szacunków to 6 milionów osób. Średnie obciążenie 1 km2 to w Yellowstone 334 osoby rocznie a w obu parkach tatrzańskich 6116 osób rocznie czyli przeszło 18 razy większe a samym TPN 14150 osób rocznie czyli przeszło 42 razy więcej niż w Yellowstone. Jeśli te cyfry nic nie dają komuś do myślenia to gratuluję dobrego samopoczucia.
By jeszcze bardziej uwypuklić problem to informuję, że Yellowstone leży na terenie trzech stanów: Idaho, Montana, Wyoming w których gęstość zaludnienia wynosi odpowiednio 6.04 osób/km2, 2.39 i 1.96 czyli jest to absolutne pustkowie o którym w Europie nie mamy zielonego pojęcia. Taki stan Wyoming to mniej więcej 80% obszaru Polski a mieszka tam około 500 tys. osób. Dla porównania podam, że gęstość zaludnienia w Województwie Małopolskim wynosi 216 osób/km2, Podkarpackim 118 osób/km2 a w Słowacji 111 osób/km2. Jeśli teraz ktoś powie, że warunki koegzystencji niedźwiedzi w południowych województwach Polski oraz w Słowacji są porównywalne z tymi, które są w Yellowstone to po prostu kłamie albo ma maksimum złej woli.

Jak jest naprawdę w tym Yellowstone? Zapraszam do ciekawej relacji:
http://www.ing.uni.wroc.p...low-relacja.htm

Trzeciego dnia nic specjalnego się nie działo, dotarliśmy do Montany, ostatni odcinek drogi nie wypadł przyjemnie, bo akurat rząd sfinansował budowę drogi przez terytorium Rezerwatu Czarnych Stóp (BlackFeet Indian Reservation) aż do południowej granicy Glaciera, wiec czas ten upłynął nam w kurzu i przy pozamykanych szczelnie oknach. Wieczorem przekroczyliśmy granicę parku narodowego. Okazało się, że tak spieszyliśmy się na wakacje, że zaoszczędziliśmy 1 dzień drogi, ale dzień ten niezwykle się przydał, bo formalności w parku są długie i męczące i niestety nie da się ich pominąć.

Parki Narodowe w USA funkcjonują na zupełnie innych zasadach niż w Polsce, a nawet w Europie. Można by powiedzieć, że obrzeża parku z cała infrastrukturą dróg, kempingów i ich zaopatrzeniem są zorganizowane dla turystyki masowej. Natomiast zwiedzanie obszarów, do których dotarcie piesze stanowi więcej niż jeden dzień drogi jest mocno ograniczane. Jednym słowem tam, gdzie można dojechać jest mnóstwo ludzi, którzy mieszkają na kempingach i chodzą na jednodniowe wycieczki. Ci, którzy chcą czegoś więcej, czyli zabrać plecak i pójść na wędrówkę, muszą udać się do specjalnego biura pod nazwą Backcountry Office i uzyskać zezwolenie (permit - 4USD/os/noc) na noclegi na konkretnych kempingach w górach. W całym Glacierze są 3 takie biura w różnych jego częściach. Wszystko jest zorganizowane komputerowo. A odbywa się to w ten sposób, że o 7.00 rano wpada do biura tłum chętnych i kto pierwszy ten lepszy, o ile nie ma się wcześniejszej rezerwacji.

I tu zaczął się nasz problem, ponieważ kempingów w górach nie jest specjalnie za dużo i na takim jednym kempingu jest średnio 3-5 miejsc na namioty. Oznacza to, że wystarczy paru łojantów i trudno jest wytyczyć trasę, bo wszystko zajęte i nie ma gdzie spać. A w parkach główna zasada mówi, że można łazić, gdzie się chce, ale spać wolno tylko tam, gdzie masz wyznaczone. A my chcieliśmy pójść na wędrówkę z 7-mioma noclegami. Spędziliśmy w biurze ponad 2 godziny, bo ranger drukował nam kartkę z wolnymi noclegami, my wytyczaliśmy trasę, po czym okazywało się, że jakiś kemping jest już zajęty i zaczynaliśmy zabawę od nowa z nowym wydrukiem tego, co zostało. W końcu jeden gość widząc, że z uporem chcemy jednak mieć te 7 noclegów pomógł nam wytyczyć trasę. Wyglądała fajnie, ale miała jedną wadę, a mianowicie odległości, podejścia i zejścia, które przypadały na każdy dzień wędrówki, były mordercze.

Przeszliśmy też szkolenie antyniedźwiedziowe, tzn. puszczono nam wideo z 15-minutowym filmikiem, jak się zachowywać, gdy miś stanie ci na drodze. My kupiliśmy sobie przed wyjazdem spray na misia (i osobno na komary) poprzez stronę http://www.counterassault.com/ w cenie 45 USD, ale w tej samej cenie jest do kupienia na miejscu w parku. Wygląda to jak ciut większy dezodorant, ale ma zasięg ok. 8 metrów. W środku zawiera gaz pieprzowy i jak się później dowiedzieliśmy jest praktycznie w 100% skuteczny. Film mówił głównie o tym, aby pilnować kwestii jedzenia i innych środków chemicznych (zapachowych), czyli nie trzymać ich w namiocie (bo to żadna przeszkoda dla misia), wieszać z dala na drzewie (zabrać ze sobą kawał sznura lub liny), jeść również z dala od namiotu, w specjalnie do tego przygotowanych miejscach na kempingach (food area). W lesie w odróżnieniu od tego, czego przestrzegaliśmy w Polsce, czy Europie tu należy się zachowywać głośno, ale jak było zaznaczone należy wydawać "ludzkie dźwięki", najlepiej klaskać, gadać głośno i pokrzykiwać od czasu do czasu, aby miś wiedział, że człowiek się zbliża. Film wyjaśniał, że miśki głównie atakują, gdy czują się zaskoczone i przez to zagrożone. A! zapomniałabym napisać, że Glacier National Park to park, gdzie głównie występują niedźwiedzie grizzli i w mniejszym stopniu niedźwiedzie czarne. Rozpoznaje się ich łatwo, gdyż grizzli mają futro bardziej brązowe, są znacznie większe, ale najbardziej charakterystycznym punktem jest garb na karku. Niedzwiedzie czarne są czarne (bez garba), dużo mniejsze i też mniej agresywne.

W przypadku spotkania misia nie należy uciekać, tylko starać się wolno wycofać. Jeśli będzie wykazywał zainteresowanie i się zbliżał to należy mu rzucić jakąś kolorową rzecz np. czapkę i dalej się wycofywać. W razie bezpośredniego ataku należy położyć się na brzuchu mając plecak na sobie w ramach ochrony i założyć ręce na kark (aby go nam nie przetrącił). Jeśli miś próbuje odwrócić człowieka leżącego w takiej pozycji, to nie należy stawiać oporu, tylko przetoczyć się i znów ustawić w tej samej pozycji. Ostatnie przesłanie filmu zupełnie do mnie nie trafiło, a mianowicie, że jeśli miś chce zaatakować (dotyczy to tylko niedźwiedzia czarnego), ale nie jest to gwałtowny szybki atak, to należy z nim walczyć, krzyczeć podnosić ręce, rzucać kamienie, uderzać gałęzią o drzewa, wprawdzie miałam jeszcze wyhodowane długie paznokcie, ale sami wiecie....

[....]
Ponad to Grzegorz był na prelekcji jednego rengersa na naszym kempingu, który okazał się fanem miśków grizzli i poopowiadał kilka ciekawostek o misiach. Jakieś ok. 30 lat wstecz, w parku znajdowało się wysypisko śmieci stanowiące główną atrakcję turystów, ponieważ na to wysypisko przychodziły od wielu lat niedźwiedzie. Wysypisko dorobiło się nawet specjalnej kładki, z której ludzie fotografowali misie. Misie grzebały w śmieciach i żywiły się odpadkami. W którymś momencie, jak już wspomniałam, parki zaczęły prowadzić politykę, aby wszystko się odbywało naturalnie, czyli jak coś się zaczęło palić to niech się spali, zakaz dokarmiania zwierząt itp. Postanowiono zlikwidować wysypisko. Spotkało się to z wieloma protestami ekologów, którzy twierdzili, że misie się już uzależniły od posiłków na śmietniku i nie będą w stanie przeżyć. Ale i tak najbardziej protestowali turyści, których chciano pozbawić punktu widokowego. Niemniej którejś zimy śmietnik zapakowano na samochody i wywieziono, a miejsce zasypano czymś tam. Efekt był taki, że w pierwszym roku padło 50% populacji grizzli w parku, a w następnym 25% tego, co pozostało, zaś w następnych latach populacja zaczęła się odradzać i wszystko wróciło do stanu naturalnego. Rangers powiedział też, że jedna niedźwiedzica przez 5 lat z rzędu wracała z młodymi i próbowała kopać na tym miejscu. Ograniczenie dostępu do żywności pochodzenia ludzkiego to nie tylko likwidacja składowisk śmieci, ale również specjalne antyniedźwiedziowe kosze na śmieci, przepisy dotyczące przechowywania żywności na kempingach itd. Rozwiązania te zaowocowały mniejszą ilością ataków niedźwiedzi na ludzi. Z czasem po prostu przestały kojarzyć ludzi z łatwo dostępnym pożywieniem i raczej omijają turystów na szlaku jak i osady z daleka.

Skomplikowane, prawda?

Wpierw trochę obliczeń. Wg różnych szacunków w Tatrach (polskich i słowackich) przebywa od 50 do 100 niedźwiedzi czyli od 19.6 km2 do 9.8 km2 na 1 osobnika . Niewiele, minimum podobno wynosi 30 km2. A zbyt mały areał osobniczy (tak się to naukowo nazywa) oznacza niemożność normalnego się wyżywienia, głód i tym większą podatność na poszukanie pożywienia u człowieka. Zwłaszcza jak ten człowiek jest głupi i niefrasobliwy, jak zostawia otwarte śmietniki z odpadkami spożywczymi albo chociaż tylko wyrzuca przy ścieżce ogryzki jabłek czy gruszek, papierki po cukierkach, snickersach i innych wafelkach, niezjedzone kawałki bułek itd. itd. (co jest powszechne w naszych Tatrach i na ich obrzeżu).Niestety nie mogę nigdzie znaleźć danych o ilości niedźwiedzi w Yellostone (może ktoś znajdzie). Na świecie jest podobno 100 tysięcy (bez polarnych). W Rumunii przeszło 6000, w Rosji ponoć 25 000. Nie wiem czy w Yellowstone jest ich proporcjonalnie tyle co w Tatrach czy też mniej czy więcej, podejrzewam, że mniej. Dlaczego – bo z powyższego opisu wynika, że amerykańscy leśnicy i ochroniarze podchodzą profesjonalnie i odpowiedzialnie do swoich zadań.
Spróbujmy zatem wyobrazić sobie przeniesienie amerykańskich zwyczajów na nasz teren. Co musimy zrobić na początek? Ano pobudować wielki mur albo wysokie ogrodzenie oddzielające teren TPN od reszty terenu. Czy przed niedźwiedziami? Też, ale przede wszystkim przed ludźmi nad którymi musimy zapewnić sobie kontrolę. Yellowstone leży na pustkowiu, wręcz zadupiu i do obszaru o powierzchni 30% Belgii dochodzi tylko pięć dróg.

Tam nie trzeba budować muru i płotu, tam wystarczy postawić zaporę na drodze. Tam nie ma kolei ani samolotu, tam jest zbyt daleko aby ktokolwiek przyszedł pieszo, tam trzeba przyjechać samochodem.
W Tatrach tak nie jest a zatem należy postawić płot a przy jednej, góra dwóch bramach urządzić biura wstępu i „segregacji” turystów. W Yellowstone większość wybiera jazdę samochodem, na ogół nie własnym ale autokarem wyspecjalizowanych firm (bo taniej) po tak zwanej „ósemce” asfaltowej drogi, z zatrzymaniem się lub nie na którymś z przydrożnych kampingów i odbyciem drobnej wycieczki, na ogół pod nadzorem przewodnika. W warunkach TPN mógłby to być przejazd wyspecjalizowanym autokarem do Włosienicy a nawet i dalej, krótki pobyt nad Morskim Okiem i powrót. Następnego dnia niewielkim elektrycznym busem jazda na Polanę Pisaną w Kościeliskiem, wizyta w jaskini Mroźnej i na tym koniec. Chętni na piesze wędrówki musieliby tak jak w opisie uzyskać „przydział” trasy, uzależniony od otrzymania miejsca w schronisku na nocleg. To trzeba byłoby rezerwować na długo przed tym lub liczyć na los szczęścia biegnąc do biura o 7-ej rano – dokładnie tak jak w Yellowstone (i ponoć wszystkich innych parkach narodowych amerykańskich i kanadyjskich – mówił o tym w wywiadzie Wojciech Gąsienica Byrcyn gdy uzasadniał konieczność limitowania ilośći osób wchodzących do TPN. Oczywiście po odbyciu szkolenia jak zachować się w przypadku napotkania niedźwiedzia.
Przy takiej organizacji ilość osób spadłaby do około 150 tys. rocznie plus wjeżdżający na Kasprowy ale z technicznym uniemożliwieniem wyjścia poza teren stacji górnej w okresie nie narciarskim. Taka ilość turystów by zminimalizowała potencjalną możliwość spotkania z niedźwiedziem, praktycznie wyeliminowała powody sinatropizacji i w efekcie wyeliminowała możliwość zrobienia krzywdy przez ludzi niedźwiedziom i odwrotnie.
Ale to oznacza koniec weekendowych wypadów w Tatry i eliminuje z nich jakieś co najmniej 80% dotychczasowej ilości turystów. Trudno – taka jest cena utrzymania niedźwiedzia w Tatrach.

To jest wersja radykalna, moim zdaniem absolutnie niewykonalna bo oznacza wyemigrowanie z Zakopanego i okolic około 70 do 80% mieszkańców, którzy by bez zatrudnienia przy turystyce utraciliby źródła dochodów.

Trzeba więc osiągnąć kompromis. Jaki? Przede wszystkim zakaz budowy nowych miejsc hotelowych – tylko ew. uzupełniających ubytki z rozbiórek. Co jeszcze – likwidacja samochodowego przejścia granicznego na Łysej Polanie i zakaz ruchu samochodów prywatnych na odcinku Wierch Poroniec – Palenica. Następnie wznowienie możliwości ruchu do Włosienicy ale TYLKO dla mikrobusów o napędzie elektrycznym , koncesjonowanych przez TPN przy jednoczesnym zakazie ruchu pieszych na drodze Wierch Poroniec – Palenica. Że takie dojście do Morskiego Oka będzie kosztowne? Tak, będzie – ale czy jest inne wyjście aby uniemożliwić śmiecącej hałastrze dojście do Morskiego Oka co w tym przypadku oznacza masową sinantropizację niedźwiedzi.
Co jeszcze? Uruchomienie w Zakopanem swoistej Akademii Szkolenia na temat zachowania się na wypadek spotkania niedźwiedzia. Akademia ta wydawałaby poświadczenia odbycia szkolenia bez którego byłoby niemożliwym nabycie biletu do parku. Co jeszcze? „Dorobienie” się prawdziwej grupy „Rangerów”, którzy kontrolowaliby zachowanie się turystów i w razie potrzeby wymierzali mandaty na kwoty absolutnie odstraszające od złego zachowania – np. 3000 zł – to i tak mniej niż w Stanach Zjednoczonych.
No i może by TPN zrobił coś aby ten spray przeciw niedźwiedziowy znalazł się w sprzedaży w zakopiańskich sklepach. - http://www.counterassault.com/

Ktoś może mi zarzucić, że się skoncentrowałem na Yellowstone a TPN i TANAP nawiązały kontakt z Parkiem Narodowym Gór Skalistych http://www.nps.gov/romo/index.htm

Niestety nie udało mi się znaleźć tak bogatego materiału o tym Parku. W interesującej nas kwestii „niedźwiedziej” w Przewodniku „Amerykańskie Parki Narodowe” (wyd. Gazety Wyborczej) nie ma ani słowa. Na stronie tego parku (patrz link wyżej) o niedźwiedziach jest wzmianka – że są, w dolnych partiach lasów. Widać nie jest to problem . Park jest porównywalny do TPN i TANAP tylko pod względem obszaru. Poza tym niczym – pustkowie, brak miejscowości w parku i na jego obrzeżu, znacznie większe wysokości (ok. 4500 m npm). No i swoista ciekawostka – najwyżej na świecie poprowadzona autostrada – najwyższy punkt 3700 m npm. – poprowadzona w centrum gór (przypominam – o obszarze Tatr).
Jak sądze to współpraca leśników i naukowców z TPN z ich kolegami z Rocky Mountains Park może być owocna – LOT pewnie już zaciera ręce.

Przyznam się, że nie mam specjalnego sentymentu do naukowców i ochroniarzy z TPN (TANAP również), może nie tyle sentymentu co zaufania. A także jestem pełen podejrzeń o tzw. „końskie okularki”. Aby to nieco rozładować kończę anegdotą:

Środek zimy, legowisko niedźwiedzi. Mały miś budzi starego siwego niedźwiedzia.
- Dziadku, dziadku! Nie mogę zasnąć! Opowiedz mi bajkę!
- Śpij... - mruczy zaspany dziadek miś - Nie czas na bajki.
- To pokaż chociaż teatrzyk!
- No dobrze - mówi dziadek i sięga po dwie ludzkie czaszki. Wkłada w nie łapy, wyciąga przed siebie i mówi marszcząc czoło:
- Docencie Malinowski. Co to tak hałasuje w zaroślach?
- Eee, to pewnie świstaki panie profesorze...

  Na światłach mijania przez cały rok
Kolego transport kolejowy czy to pasazerski czy to towarowy jest najbardziej przyszlosciowym, szczegolnie na dalekich odleglosciach. Rozwoj pasazerskiego kolejowego, szybkich polaczen kolejowych z predkosciami dochodzacymi do ok. 300km/h i wiecej jest ogromny. Takze rozwija sie transport towarowy kolejowy, a coraz bardziej transport kombinowany - intermodalny i bimodalny.


gdzie? ja tego jakoś nie widze, a pracując w dystrybucji, mam z tym wiele do czynienia na codzień, gdzie widziałeś ten rozwój?bo u nas wszystko idzie autami lub samolotem...

Przyszlosc jest taka ze na duzych odleglosciach transportu towarowego - kolej. Na krotkich odleglosciach - samochody.

jak to jest że mimo pięknej infrastruktury kolejowej, w australii, czy usa transporty transkontynentalne odbywają sie na drodze? i to w australii, często bez asfaltu... nikt tam nie wpada na pomysł żeby wozić tiry pociągiem, kontenery owszem, jeżeli sie nie spieszy i odpowiednia ilość jedzie od a do z to owszem można i pociągiem wozić, ale transporty terminowe koleją zapomnij...pociąg nie ruszy z jednym kontenerem
W przypadku przewozow pasazerskich - na duzych odleglosciach kolej,

raczej samolot
na malych samochod i sprawne systemy komunikacji miejskiej. Z tym ze samochod z czasem to bedzie hobby i rekreacja - co w wcale mi nie przeszkadza Nie bedzie szkoda, ze sie niszczy


nawet w tak postępowych niemczech, po północy komunikacja miejska oraz regionalna zamiera prawie do zera, musisz mieć własne auto lub kupe kasy na taksówki jeśli chcesz sie gdzieś dostać...

Kilka prostych argumentow ktore stawiaja kolejom przewage na transportem drogowym to:
- duzo mniejesza zajetosc obszarow pod linie kolejowe niz pod autostrade - kilkukrotnie weziej.

to dyskwalifikuje je przy przewozach ponadgabarytowych...poza tym jak wykoleji sie jeden wagon, to trasa jest całkiem zablokowana, na autostradzie, jest szerzej, i często da sie przejechać...
- z powyzszego wynika duzo nizszy koszt inwestycji w linie kolejowe, anizeli w autostrady

mniejszy koszt za to mniejsza uniwersalność, na szerokiej autostradzie może odzbywać sie cały ruch towarowy, masowego transportu osobowego, oraz transport indywidualny, a jak jest potrzeba to nawet i samolot wyląduje, a kolej jest ino dla kolei, zero indywidualizmu... trza jechać o tej porze kiedy rozkład to przewiduje a nie kiedy ja chce...
- eksploatacja linii kolejowych jest tansza niz obsluga autostrad


no nie wiem, remontować trzeba obie trasy, ale na autostradzie nie musi nikt sterować ruchem...

- kolej jezdzi duzo szybciej - szybkie przewozy pasazerskie powyzej 200km/h, a dochodza do 300km/h na niektorych odcinkach. Rekdord to ponad 500km/h !!!

samolotem jest i tak szybciej...
transport kolejowy w Europie jezdzi ze srednia predkoscia ok. 120km/h. Transport samochodowy uwzgledniac postoje na noclegi, tankowania, brak mozliwosci poruszania sie w weekendy i swieta jest duzo wolniejszy. Z reszta srednia predkosc ciezarowek nie przekracza 70km/h.

ale za to jedzie bezpośrednio do klijenta, a nie stoji dzień na bocznicy i czeka na przeładunek...a najpierw po załadunku, czeka aż bedzie pełny skład...

- kolej jest najbezpieczniejszym srodkiem komunikacji. Pozniej lotnictwo. A najbardziej niebezpieczny jest transport drogowy - najwiecej ofiar i zabitych w przeliczeniu procentowym.

no bo najwięcej przewozów odbywa sie tą drogą...
- kolej jezdzi na prad, jesli ten pochodzi z ekologicznych paliw, to kolej jest najekologiczniejsza. Halas emitowany przez nowoczesne linie kolejowe tez jest bodaj nizszy niz przez autostrady.

jeszcze takich pociągów towarowych nie widziałem coby ciszej niż autostrada jechały...
- coraz drozsze paliwa, drozsze oplaty za winety i inne - czyli za eksploatacje drog, ograniczenia czasow pracy kierowcow, ograniczenia w poruszaniu sie, oplaty ubezpieczeniowe (duzwo wyzsze bo ryzyko wypadku duzo wieksze), koszty eksploatacji stawiaja samochody ciezarowe w duzo gorszym polozeniu niz kolej.

ale to są problemy sztucznie zrobione przez idiotycznych biurokratów, żeby wreszcie kolej lepiej wypadła...pomijając fakt że transport drogowy finansuje koleje, które dostają dotacje...

Transport kolejowy przewozow pasazerskich rozwija sie ogromnie. Ale rozwija sie tez coraz bardziej transport kolejowy na dluzszych odcinkach i przynosi spore zyski, tymbardziej ze otworzyly sie rynki zagraniczne dla przedsiebiorstw transportowych kolejowy, tymbardziej ze wprowadza sie wspolne systemy technologiczne i normowe w ruchu kolejowym (tak jak ma to miejsce w ruchu morskim i lotniczym), ktorym ty jako elementowi unifikacji oczywiscie jestes przeciwny .

nigdzie nie pisałem że jestem przeciwny gdy dwóch lub kilku kontrachentów dobrowolnie uzgadnie jakiś wpólny system/standart, mam ino przeciw narzucaniu czegoś na siłe. no i przeciw centralizmowi, podoba ci sie że w polsce dowody rejestracyjne tablice i inne dokumenty robione są w centralnym punkcie???
W tym caly czas rozwija sie transport intermodalny, bimodalny. Powstaja coraz nowsze ciekawe i atrakcyjniejsze systemy. Oczywiscie w Polsce jestesmy o jakies 20 lat do tylu. W Polsce jest ogrom inwestycji do wykonania, zeby o czymkolwiek dyskutowac czy porownywac sytuacji Polski z sytuacja europejska czy swiatowa.

ja mam porównanie i musze powiedzieć faktycznie na zachodzie jest więcej autostrad.
Ale IC z Krakow-Centralny do Warszawy-Centralnej jedzie 2:34. Nie jestes samochodem pokonac tej odleglosci w tym czasie, nawet nie przestrzegajac przepisow. A ta linia ma byc modernizowana i wprowadzona na niej szybka kolej i to bedzie sukcesywna jedna z najblizszych duzych inwestycji kolejowych w Polsce. Podroz do Warszawy mozliwa do osiagniecia to ok. 1 godzina. Oczywiscie nie oplaca sie jechac z Nowego Targu czy Rabki do Krakowa pociagiem, bo istniejaca linia kolejowa jest bardzo stara i idzie okrezna droga, wiec to bez sensu co podales.

jak to bez sensu? nie jestem z krakowa i dla mnie liczy sie taki czas, tak samo moge podać przykład, że wzdłuż lini kolejowej jest szosa, długa prosta długości powiedzmy 5 km, i samochodem nba tym krótkim odcinku jade szybciej niż ten ekspress... tak samo bez sensu... a nawet jakbym mieszkał w krakowie powiedzmy na podgórzu i chce sie udać ddo warszawy a dołkadnie na powiedzmy ursynów, ile czasu zajmie mi dodatkowo, jeżdżenie po mieśie taksówkami i tramwajami? a co jak mam terminy, mam tam spotkanie i po kilku godzinach wracam? kolej kompletnie sie nie nadaje, nie mam zamiaru stosować sie do jsakiś rozkładów jazdy, chce jechać kiedy ja chce...
Ale juz pare lat temu pojawil sie plan szybkiej koleji Krakow-Centrum - Zakopane. Czas przejazdu ponizej 1 godziny...

z tego projektu to sie z ojcem nawet po latach śmiejemy, co to ludziska w tą bajke uwierzyli...
Ale w dniu dzisiejszym dojezdzajac do Krakowa autobusem (ten sam czas przejazdu co samochodem)

samochodem ten sam czas co autobusem???
lub samochodem i zostawiajac go na parkingu i potem IC czy Expressem do Warszawy - to jestesmy duzo szybciej, wygodniej, bezpieczniej i taniej i to juz dzis kiedy ta linia kolejowa jest bardzo nienowoczesna w porownaniu do zachodniej europy...

szybciej tylko na odcinku od dworca do dworca...
wygodniej tylko, jeśli sie nie ma bagażu i do przedziału nie wsiądzie jakiś cham i zacznie chlać wóde...
bezpieczniej, jak cie nie okradną w pociągu lub na dworcu, nie wpadniesz pod pociąg, nie potkniesz sie przy wsiadaniu/wysiadanaiu, na głowe nie spadnie ci bagaż lub cała półka...
taniej, zależy na jakim odcinku, jeśli tylko przekraczysz pociągiem granice państwa zapomnij o tym tanim...

A tutejsi mieszkancy to osobna ciekawostka - sami narzekaja ze sie nic nie dzieje, ale nie prowadza zadnych inwestycji, nawet jesli posiadaja kapital, albo mogliby zamienic jakies bezuzytyczne nieruchomosci na ten kapital. To nie, nic nie robia. Ale jak przyjezdzaja ludzie z zewnatrz z kasa, idea, pomyslem to ich siekierami chca pozabijac... Ale taka to juz mentalnosc... powoli sie to kiedys zmieni mysle...


a ja sie nawet nie dziwie, ja też bym nie inwestował, mam zamiar otworzyć ponownie działaność ale tego na pewno nie zrobie w polsce... jak ktoś coś robi i sie mu udaje to jest od razu wielkim podejrzanym dla bandy darmozjadów z us zusu i innych pasożytniczych organizacji...

  Czemu tak jest?
Post z serii moich ulubionych "proponuję zrobić" ale wersja wypasiona bo nie "coś" ale "następujące rzeczy" więc nie pozostawię bez komentarza. Dodatkowo kalendarzowo kwalifikuję ten post do mojej kolekcji "próba przedwyborczego mydlenia uszu". Generalnie mowa-trawa wszyscy o tym wiedzą tylko nie wiedzą jak to zrobić i za co. Więc sobie poużywam- wybaczcie.

Za rok - nawet najlepszych działań promocyjnych - nie ściągniemy
wiekszej liczby turystów, nie podwoimy ich liczby.


No tak, a dodam że też nie potroimy, ani nawet nie poczworzymy tej liczby.
A tak sobie myślę, że przyrost na poziomie 1% to też będzie coś, nie prawda.

Konieczna jest praca od podstaw.


Też tak myślę, kilka ostrówków trochę spychaczy, zburzmy wszystko i wybudujmy nowe Zakopane, będzie bliżej z Warszawy niż do oryginału.

Czyli ...Powszechna promocja ale jednocześnie wielkie uatrakcyjnianie miasta renesansowego.


Powszechna promocja, hmmm. Spoty w TV w primetime, i sponsorig prognozy pogody tak, żeby u nas były słoneczka a gdzie indziej chmurki i tak przez cały rok, tylko w zimie żeby były gwiazdeczki a u innych kropelki. Powinno wystarczyć.

Dopiero po kilku latach może uda sie przerwać błędne koło "niemocy i braku efektów". Stopniowo sytuacja będzie sie poprawiać.


Wow, muszę iść po chusteczkę bo zakręciła mnie się łza. Podoba mi się, mocne. Wzieło mnie na serio. Ciekawe czy tylko mnie.

Ważne by doprowadzić do sytuacji "mody na Zamość i Roztocze
z wypadami do Lwowa".


Kiedyś był brytyjski zespół Moody Blues po dosłuchaniu jednej płyty zacząłem słuchać bluesa, więc myślę, że to podziała na turystów. Może wylansować zespół Moody Zamosc. Muzyków znajdzie sie kilku w okolicy.

Błedne koło braku nalezytego postepu w rozwoju zainteresowania Zamosciem tkwi:


No no no zaraz będą twarde konkrety.

- w Zamosciu w braku innych atrakcji (poza Starym Miastem - dziełem architektury)
i brakiem masowo tanich noclegów ( np.w pokojach gościnnych),
- na Roztoczu w zlym stanie dróg i braku nowoczesnej infrastruktury komunalnej,
niewystarczajacej i nienowoczesnej bazie noclegowo-żywieniowej.
- braku silnych i skoordynowanych działań promocyjnych władz gmin i miast,
- braku regionalnego planu rozwoju turystyki na Roztoczu , łącznie z Zamosciem.
- niedostatecznego zainteresowania problemami Zamojszczyzny i nalezytego
wsparcia ze strony Wojewody Lubelskiego i Lubelskiego Sejmiku Samorzadowego.


Ja myślę, że to niesprawiedliwe takie powiedzmy Zakopane ma kilka gór, krupówki, górali i do tego oscypki, proponuję napiętnować pomnik Jana założyciela za to, że się nie postarał, a naszych praprzodków (1200-1800) ich dzieci i prawnuki otoczyć klątwą (moja rodzina jest tu dopiero od 3 pokoleń więc się nie łapię)

Co do dróg to racja, proponuję, żeby przyszli samorządowcy wyremontowali wszyskie drogi na Zamojszczyźnie, a kluczowe punkty turystyczne (Zamość, Krasnobród, Zwierzyniec....) połączyć autostradą albo przynajmniej drogą szybkiego ruchu i kolejką TGW.

Dodatkowo wszystkich mieszkańców miejsowości uznanych za turystyczne zobligować do wydzielenie pomieszczeń mieszkalnych o pow. min. 12mkw. z dostępem do toalety. Celem tego będzie powołanie Agencji Wynajmu Turystycznego w skrócie AWT, która za symboliczną złotówkę będzie wynajmować każdemy turyście wspomniane pomieszczenia.

Co do działań promocyjny to proponuję nałożenie podatku na rodziny posiadające dzieci studiujące poza granicami "mega regionu turystycznego", o zwolnienie z niego będzie się można starać po udowodnieniu, że:
- dziecko poruszało się w miescu studiowania oznakowane plakatami reklamującymi region.
- dziecko zaciągneło rocznie przynajmniej 50 odwiedzających do jednej ze wskazanych miescowości uznanej za turystyczną.
Taki podatek należy również nałożyć na tych którzy w 1999 mieli zameldowanie w jednej z miescowości wskazanej jako turystyczna, a teraz wyjechali na stałe gdzie indziej (również poza granice kraju). Zwolnienia z podatku j.w.

Przedostatnie dwa postulaty mają sens, trudo tu się przyczepić. Już za czasów Sobiepana mówiono KUPĄ MOŚCI PANOWIE, KUPĄ.

Jest na to rada, żeby Wojewoda, Sejmik, Premier, Prezydent, Parlament Eurpejski, Komisja Europejska, NATO (dopiszcie co chcecie) zanagażowali się w nasz padół. Wybudujmy tanio ośrodek wypoczynkowy, albo najlepiej sieć ośrodków w całym regionie. Low standard, minus 4 *, ale zróbmy to za tą część podatków która idzie na ich utrzymanie. Ale żeby nie było, że defraudacja podatków zróbmy ich udziałowcami tego przedsięwzięcia. Zapłaćmy podatki akcjami. Sami będą przyganiać turystów, a jak nie to przynajmniej komorników.....

A teraz na poważnie. W mojej opinii przez ostatnie parę lat dużo dobrego stało się w regionie. Ja pamiętam czasy, że w Zwierzyńcu po 19 zamykali jedyną knajpę. Sami bez pomocy agitatorów wyborczych, polityków i mądrali stworzyliśmy działającą mini gospodarkę turystyczną. Parasolki, knajpy, Stara Elektrownia (której nie lubię bo nie pasuje mi muzyka), biuro turystyczne QUAND, busiarze i cała masa małych i większych przedsięwzięć to zasługa zwykłych ludzi którzy nie mają czasu bić piany tylko reagują na potrzeby klientów (w tym turystów) i sytuację rynkową. Nikt nie mówił tym przedsiebiorcom "otwieraj knajpę i to już". Władze lokalne też mają swój wkład w zmiany mniejszy, większy, lepszy, gorszy różnie to bywało. Przecież każdy remoncik ulicy, kwiatki na rondach, lampki na ulicach, pomalowane "zebry" to obowiązki samorządowców małe kroczki ale zawsze. Mogli przyjąć do pracy na stanowiskach urzędniczych połowę + 1 wyborców i mieli by wygrane wybory do końca życia. (Pomysł chroniony prawem autorskim (C) Admin 2006).

Ludziska nie da się zmienić wszystkiego jednego dnia, tak żeby położyć się spać na zadupiu a obudzić w kurorcie. Powoli i do celu, jakiego? Nie ma to znaczenia ważne żeby do celu. Żaden ze znanych mi celów nie przekreśla zrobienia z naszego regionu centrum turystycznego, nikt nie chce tu budować elektrowni atomowej, ani największej w Europie tamy na Łabuńce. Nie słyszałem też o sieci fabryk utylizacji azbestu (chociaż by się przydała jak się patrzę po dachach). Nie mamy uwarunkowań takich jak Zakopane, Mrągowo czy Hel. Więc nie miejmy złudzeń, nie dogonimy ich. Ale za to naszym własnym tempem dochodzimy do tego co mamy. Każda epoka ma swoje priorytety, rewolucja przemysłowa (mieliśmy kilka fabryk) , rewolucja budowlana (mamy piękne blokowiska), rewolucja turystyczna. Ciekawe jaka będzie rewolucja za 150 lat... Nasze szczęście to, że ktoś ponad 400 lat temu wystawił ładne miasteczko i to jest kapitał który kolejne pokolenia pomnażają. Taki na przykład Biłgoraj nie miał takiego szczęścia, ale za to ma lepszą lokalizację.

  W 48 godzin: Kuala Lumpur
Kuala Lumpur to przepiękne miasto, nazywane często Ogrodem Świateł. Podróż warto zaplanować podczas obchodów święta Thaipusam (w 2009 r. przypada na 8 lutego). Zakazane w Indiach z powodu brutalności, a obchodzone tutaj, święto Thaipusam jest czymś wyjątkowym. Wierni przebijani są hakami, do których mocuje się łańcuchy...

1. Najważniejszy powód, dla którego warto tu przyjechać

Dla święta Thaipusam. Można, co prawda pisać o wspaniałej, futurystycznej architekturze Kuala Lumpur, o wielokulturowości stolicy Malezji, ale zakazane w Indiach z powodu brutalności, a obchodzone tutaj, święto Thaipusam jest czymś wyjątkowym.

Obchodzi się je na początku roku. Setki tysięcy wiernych (czasami ich liczba dochodzi do dwóch milionów) zbierają się w Kuala Lumpur, aby podziękować bogom za łaskę. Centralnym punktem uroczystości są jaskinie Batu, odkryte w 1878 roku. To niesamowite miejsce, jakby wejście do podziemnego świata. Na co dzień mieszkają tu tylko małpy.


Thaipusam...

Największa z jaskiń, zwana Katedralną, ma głębokość 100 metrów. Od kiedy na jej końcu wzniesiono świątynię, miejsce to stało się celem pielgrzymek. W tej ogromnej, kamiennej hali mogą się zmieścić tysiące ludzi. Żeby wejść do środka, muszą pokonać 272 schody.

W czasie Thaipusam ściany i dno jaskini umazane są krwią, świętym proszkiem do zdobienia twarzy, resztkami przynoszonej w termosach herbaty i chipsami. Święto zaczyna przejazd srebrnego powozu, który gniecie rzucane pod jego koła orzechy kokosowe. Ich rozlane mleko symbolizuje najczystszą rzekę świata.

W nocy tego samego dnia zaczynają się właściwe obchody. Wierni przebijani są hakami, do których mocuje się łańcuchy. Za nimi idą przyjaciele, którzy trzymają przez cały czas napięte łańcuchy. Większość ma przebite policzki i języki. Niektórzy budują kavadi, specjalne konstrukcje przypominające klatki, które niosą nad sobą przypięte do klatki piersiowej hakami.

2. Od zmierzchu do świtu

Teoretycznie, wybierając się do Kuala Lumpur nie trzeba wcześniej rezerwować miejsc do spania. Miasto ma wielką sieć zarówno tanich noclegowni, jak i pięknych, luksusowych hoteli. Ceny są zaskakująco przystępne i nie trzeba wyszukiwać wcale najtańszych opcji.

Uwaga, bardzo często taka super niska cena związana jest ze spaniem w malutkim, przypominającym celę, pokoju bez okien. Warto więc to wcześniej sprawdzić, bo jedna noc nie robi różnicy ale tydzień w więzieniu już tak. Najtańsze hotele dysponują prostymi warunkami: łóżko, lampka, łazienka najczęściej na korytarzu. Śniadanie nie zawsze jest w cenie.

16 USD kosztuje nocleg w jednoosobowym pokoju w „Red Palm”, 8,5 USD w sali wieloosobowej. Wspólne łazienki, domowa atmosfera, niezwykle miła obsługa. To jeden z najpopularniejszych niskobudżetowych hoteli w całej Azji, dobrze ulokowany w centrum miasta, pełen zgiełku przez cały dzień. Można tu korzystać z Internetu.

W „Equator Hostel” jedynka kosztuje około 11 USD, dwójka 17 USD. W cenie jest proste śniadanie i dostęp do bezprzewodowego Internetu.


Jaskinie Batu

Średnia półka to hotele po około 30 – 40 USD za dwójkę. Tutaj okno na ogół jest gwarantowane, jednak zwróćcie uwagę na słowo „na ogół”. Powinny być też łazienka, klimatyzacja, telewizja i sejf. Do takich hoteli należ Swiss Garden. Za 90 USD można otrzymać w promocji trzydniowy pakiet z posiłkami.

Wyższa, czterogwiazdkowa półka to m.in. Crown Plaza, wielkie gmaszysko z 563 równie wielkimi pokojami. Dwójka od 85 USD. Hotel ma własne centrum spa, restauracje i reklamuje się jako połączenie tradycyjnego ciepła z nowoczesnością. I rzeczywiście, urządzone w pastelowych kolorach sypialnie i wykończone pięknym drewnem łazienki, rozsuwane drzwi dzielące poszczególne pomieszczenia dają poczucie komfortu i bezpieczeństwa.

Pięciogwiazdkowe hotele w stolicy Malezji to fantastyczne pałace z zaskakująco niskimi, jak na ten standard cenami. Mandarin Oriental tuż obok Petronas Twin Towers oferuje pokoje z widokiem na miasto od 250 USD. Nieco droższy, ale i piękniej położony, jest Palace of the Golden Horses.

3. Śniadanie mistrzów

W hotelu. Tost z marmoladą w hostelu, szwedzki stół złożony z tysiąca dań w pięciu gwiazdkach. Rano warto wypić na ulicznym straganie sok ze świeżych owoców. Wybór jest spory: można tu dostać wyciśnięte arbuzy, karambole, mango i, oczywiście, pomarańcze. Kopitiams to tanie chińskie jadłodajnie, w których nie jest co prawda elegancko, ale można dostać poranną kawę i coś niedrogiego do zjedzenia.

4. Poradnik konesera

Oczywiście, każdy, ale to absolutnie każdy, najpierw biegnie do Petronas Twin Towers. Te dwie bliźniacze wieże wznoszą się na wysokość 452 metrów, mają 88 pięter i zagrały we wszystkich możliwych filmach gangstersko-przygodowych. Są drugim, pod względem wysokości budynkiem świata.

Wieże łączy mostek, na który mogą wchodzić turyści, ale naiwny, komu wydaje się, że bez problemu pokona gigantyczną kolejkę do wejścia. Punkt widokowy na wieżach to równocześnie jedno z najbardziej obleganych miejsc na świecie. Wieżowce są siedzibą licznych instytucji kulturalnych, m.in. filharmonii.


Petronas Towers - perły Kuala Lumpur

Po wizycie w Petronas Twin Tower warto zadumać się w Masjid Negara, jednym z największych meczetów Azji Południowo-Wschodniej. Mieści się tu piętnaście tysięcy wiernych. Meczet otaczają piękne ogrody. Sam minaret tej wielkiej budowli ma wysokość 73 metrów. Mogą tu wchodzić turyści, należy jednak pamiętać o stosownym ubraniu i zdjęciu butów.

Atrakcją zupełnie innego rodzaju jest wizyta w dzielnicy Little India czyli w Małych Indiach. To zgodnie z nazwą państwo w mieście, miejsce, gdzie kobiety chodzą w sari, mężczyźni w turbanach, a w małych restauracyjkach można dostać typowe indyjskie. W powietrzu unosi się słodki zapach przypraw.

Muzium Negara czyli Muzeum Narodowe, najważniejsze muzeum w Malezji, jest połączeniem tradycji z nowoczesnością i obowiązkowym przystankiem dla tych, którzy chcą poznać kulturę i historię tego kraju. W Kampung Bahru natomiast obejrzycie typowe, drewniane malajskie domy.

Świat w pigułce dostępny jest w Muzium Kesenian Islam Malaysia czyli w Muzeum Sztuki Islamu, w pobliżu Lake Gardens. Można tu obejrzeć m.in. miniatury najsłynniejszych meczetów świata.

5. Zakupy z fantazją

Kuala Lumpur to sklepowy raj dla każdego. Po pierwsze, nie jest tu drogo. Po drugie, w zależności od gustu, zakupy można robić na ulicznych straganach, albo w kapiących złotem centrach handlowych.

Petaling Street w Chinatown to miejsce, w którym kupicie absolutnie wszystko. Sprzedaż odbywa się m.in. pod kolorowymi markizami i parasolami, a to dodaje radosnej atmosfery całej ulicy.


Petaling Street

Miłośnikom militariów polecam niewielkie sklepiki w których można kupić stylizowane na wojskowe ciuchy, te dla kobiet, w bardzo seksownych wersjach. Nie omińcie stoisk z tanimi zegarkami a także wszelkich podróbek Rolexa, Seiko, Christiana Diora, Nike, Adidasa czy Cavina Cleina.

Z pewną ostrożnością podejdźcie do chińskich medykamentów. Z ufnością do znajdujących się tu malutkich chińskich knajpek. Warto spróbować pieczonych kasztanów.

Uwaga, Petaling Street jako jedna największych atrakcji turystycznych w stolicy Malezji jest zawsze pełna ludzi i tętni pełnią życia również w nocy. Dlatego, nie jest to miejsce dla osób szukających spokoju.

Otwarty wyłącznie rano Pudu Market to targ, na którym można godzinami obserwować handlujących Chińczyków, Malezyjczyków i Hindusów. Bukit Binkang natomiast to jedno z najpopularniejszych miejsc, w których zakupy robią miejscowi.

Turystów ciągnie do Suria KLCC Shopping Mall, gdzie odbywają się także pokazy tradycyjnych tańców, imprezy dla dzieci a w okresie Nowego Roku można oglądać występy aktorów.

Ci, którzy nie mogą spać, mają szansę przełazić całą noc na nocnym targu w Bangsar. Nie brak tu rękodzieła, ale szczególnie tanio można kupić ciuchy i buty. Ostatnie stoiska zamykane są o czwartej nad ranem.

6. Zielono mi

Bardziej tu kolorowo niż zielono. Taman Tasik Perdana, znany lepiej jako Lake Gardens jest najstarszym i najpopularniejszym parkiem w Kuala Lumpur. Tutaj bogaci Anglicy budowali niegdyś swoje rezydencje, zaś w dawnym domu przedstawiciela brytyjskiego rządu znajduje się obecnie jeden z najdroższych hoteli w Malezji.

W pobliżu trzy tysiące gatunków orchidei z całego świata – czyli „Orchid Garden”, a także ogrody z hibiskusami. W weekendy miejsce to zamienia się w wielki bazar, na którym można kupować kwiaty.


Kuala Lumpur - zielone Miasto Świateł

The Kuala Lumpur Bird Park czyli Park Ptaków znajdujący się w Lake Garden uważany jest za jeden z największych na świecie. Żyje tu około trzech tysięcy ptaków, które są przedstawicielami dwustu gatunków. Przy okazji warto zajrzeć do The Butterfly Park czyli parku motyli. I tutaj znowu liczby są imponujące: zwiedzający oglądają ponad sześć tysięcy motyli.

7. Niebo w gębie

Kuala Lumpur podobnie jak większość wielkich miast w tej części świata ma do zaoferowania dania z każdego niemal zakątka Azji i nie tylko. Nie brak tu knajpek włoskich, francuskich i portugalskich.

Podstawą tutejszej kuchni są przyprawy i mleko kokosowe. Miłośnicy ryżu, smażonych makaronów, potraw z ryb i kurczaka będą tu w siódmym niebie.

Najbardziej znane malajskie danie to satay czyli marynowane mięso w kawałkach opiekane na węglu drzewnym i podawane z sosem z orzeszków ziemnych. Słynne malezyjskie ABC, czyli ali batu campur to mieszkanka lodów z fasolą, słodką kukurydzą i cukrem palmowym.

Bonusem są egzotyczne, nieznane w Europie owoce, chociażby takie jak durian. Ale uwaga, ten bardzo słodki owoc ma tak paskudny zapach, że niejako z urzędu nie wolno z nim wchodzić np. do autobusów.

Kuala Lumpur pełne jest małych, tradycyjnych jadłodajni z prostym i niedrogim jedzeniem. Najwięcej z nich znajdziecie w Chinatown. Na czwartym piętrze Suria Shopping Center znajduje się restauracja Senja, w której można skosztować tradycyjnych, malajskich potraw. Sieć Sundanesefood oferuje fantastyczny wybór ryb i owoców morza przyrządzanych w indonezyjskim stylu.

Top Hat Restaurant przy Jalan Kia Peng uważana jest przez wielu podróżników za jedną z najciekawszych w stolicy. To również jedna z najstarszych i najsławniejszych restauracji w mieście. Warte grzechu są tutejsze desery: sago gula melaka - tapioka z syropem palmowym i mlekiem kokosowym. Naleśnik Nyonya to utarty orzech kokosowy ugotowany w palmowym cukrze owinięty ciepłym naleśnikiem i polany mleczkiem kokosowym.

8. W miasto idziemy

Oj, jest gdzie iść. Nie sposób wymieniać tutaj wszystkich, klubów, barów i dyskotek. Najpopularniejsze z nich znajdziecie w Bangsar. Tutaj znajduje się Planet Hollywood oraz popularny wśród samotnych mężczyzn z wypchanym portfelem Club De Vegas. Popularność zawdzięcza ten klub pracującym w nim „słodkim, młodym dziewczątkom”. Można tu się nie tylko rozwijać towarzysko, ale również poćwiczyć swoje umiejętności na karaoke.


Na pamiątkę - batiki, tkaniny...

Little Havana oferuje markowe cygara, zaś Frangipani specjalizuje się w muzyce House. W Rum Jungle posłuchacie reggae i muzyki latynoskiej. Ufff, nie ma takiej siły, żeby opowiedzieć o nocnym życiu Kuala Lumpur w tak krótkiej formie. Ciekawskich wysyłamy na tę stronę.

9. Schylamy głowy

Oprócz opisanych już Petronas Twin Towers, w Kuala Lumpur znajduje się również czwarty co do wysokości budynek na Ziemi: The KL Tower nazywany również Menara Kuala Lumpur. To wieża telewizyjna, która ma 421 metrów wysokości, zaś wieczorem rozciąga się z niej piękny widok na miasto.

Punkt widokowy znajduje się na wysokości niespełna 300 metrów. Wieża została udostępniona publiczności w 1996 roku. Przez lunety oglądamy stąd baseny na dachach, zaglądamy w okna drapaczy chmur, obserwujemy ludzi leżących na tarasach.

Jest na co patrzeć. Kuala Lumpur to przepiękne miasto, nazywane często Ogrodem Świateł. W wieży znajduje się również restauracja, można więc połączyć tu kilka przyjemności w jednym.

10. Co trzeba przywieźć?

Przede wszystkim piękne ubrania i tkaniny. Ręcznie tkane i barwione tradycyjnymi metodami, zdobione złotymi i srebrnymi nićmi. Piękne są również tutejsze batiki. Dom czy mieszkanie pięknie ozdobią wyroby ze szlachetnych gatunków drewna; rzeźby, pojemniki, misy, wielkie widelce.

Typową pamiątką dla turystów, taką naszą ciupagą z Zakopanego, są drewniane miniatury najbardziej znanych budynków w Malezji.

W luksusowych sklepach można poszaleć wśród najsłynniejszych marek świata. Z Malezji można więc wrócić z wyrobami Nike, Club Monaco, Gucci, MNG, Calvin Klein, Zara, Raoul, Adidasa, Versace, Prady czy Armaniego. Ze względu na ceny bardzo popularna jest elektronika renomowanych firm takich jak Canon, Sony, Nikon, Toshiba, czy Dell.

Źródło: przewodnik.onet.pl